Roczek i brzydkie fotele

Grafika pochodzi z Projekt Przyjęcie

Nasze maluchy niedługo kończą roczek! Szykujemy przyjęcie. Zaproszenia wybrane, motyw przewodni jest. Ubranek szukaliśmy o dziwo krótko i kupiliśmy od razu dwa zestawy dla każdego. Dlaczego? A co jeśli w trakcie przyjęcia się zaplują lub zabrudzą? Muszą dobrze wyjść na zdjęciach! Szukamy jeszcze tortu. To, co wygląda, nie smakuje. Jak smakuje, to nie wygląda. Zwariować można. A! I upominki dla gości. Zamówiliśmy ciasteczka i małe pluszaczki. Balony z helem odbieramy dzień przed. Dekoracje będzie zawieszać firma od 7:00 rano. Mam nadzieję, że wyrobimy się ze wszystkim do 18:00. Stres mnie zżera. Żebyśmy tylko nie zapomnieli wręczyć wszystkich zaproszeń. K. miał umówić spotkanie z ciotką jego ojca, ale cały czas o tym zapomina... Istny sajgon. A lista prezentów! Muszę jak najszybciej ją wysłać, bo nie chcemy przecież samych tanich zabawek, albo co gorsza - zielonych ubranek! Też tak macie?

Nie?...

Ja też. Uświadamiam sobie pomału, pomału, że istnieją rzeczy ważniejsze od perfekcyjnego przyjęcia, perfekcyjnego wyglądu, perfekcyjnego wnętrza. Jeszcze uczę się komunikować to światu. Jeszcze uczę się nie jęknąć na widok czegoś, co mi się nie podoba, starać się wykrzesać uśmiech i wdzięczność. Wiem, że to ważne. Choć nie naturalne. Ostatnio na imprezie u przyjaciółki K. stwierdziłam:

- Świetne masz te fotele! Chociaż ja bym takich nie kupiła.
- O, to był typowy komplement B. - stwierdziła moja przyjaciółka M.

Tak. Uczę się. Fotele i kanapa były tam od kiedy pamiętam. Duże i wygodne. Na kanapie leżałam z moim pierwszym chłopakiem i oglądaliśmy mecz. Wspomnienia. One tworzyły to wnętrze. Były przytulne i miłe. Kiedy siedziałam na jednym z nich, na tej imprezie, karmiąc G. lub H. uświadomiłam sobie, że nie są piękne. Przeglądając OLX nawet bym na nie nie spojrzała. Ale to nie było najważniejsze. Najważniejszy był klimat, jaki tworzyły. Od razu chciałam podzielić się tym spostrzeżeniem z całym światem. I wyszło jak zwykle.

Ostatnio mam właśnie takie spostrzeżenia.

Co z tego, że coś mi się nie podoba, jeśli chodzi o estetykę. To nie ma znaczenia. Dostaliśmy od rodziców ubranka, w których chodziłam ja i moje całe rodzeństwo. Fajnie jest widzieć minę mamy, która rozpoznaje jakieś śpiochy na moich małych. Co z tego, że są z innej epoki.

Jakie znaczenie ma pot i łzy, które przelałam, by zorganizować przyjęcie, spotkanie, imprezę, jeśli nie umiem się potem bawić, jestem rozdrażniona i patrzę tylko czy wszystko przebiega zgodnie z planem. Najlepsze spotkania ostatnio - wizyta brata i pizza zamiast zapiekanki makaronowej, wizyta teścia i zwykłe ciasteczka kokosowe, zamiast marchewkowego zakalca. Bez spiny.

Perfekcjonizm nie jest wyjściem. Jest pułapką.

Tekst na wstępie jest oczywiście karykaturą. Mnie, która ma spinkę ze wszystkim (chociaż akurat z roczków mam polewkę). Dzieciaki nawet nie będą pamiętać tych przyjęć. Dla kogo to wszystko? Małe wesela dla dzieci?

Od razu ostrzegam, że jestem wielką hipokrytką. Uwielbiam dekoracje i piękne rzeczy <3 ! Czekajcie na post z organizacji jakiegoś przyjęcia. Ha!



Komentarze

Popularne posty